Borys Pilipczuk, st. Oficer Milicji pracuje jako operator w jednym z Oddziałów Milicji w województwie Chmielnickim. Razem z żoną i trojgiem dzieci mieszka we wsi Nowa Synowcia, pow. Starosiniarskiego, woj. Chmielnickiego.

Historia, która stała się z nim przeszła przez wiele stron chrześcijańskich czasopism. Ale chwały Bożej nie bywa za dużo i o niej mówi się w tym świadectwie. Miłościwe uzdrowienie, a tym samym zmartwychwstanie z martwych z martwych zawsze były jednym z objawów miłującego Boga.

Szybka śmierć takiego zdrowego oficera Milicji zaniepokoiła wielu i stała się wydarzeniem numer jeden.

O tym świadczyły częste telefony do szpitala od wielu współpracowników i wierzących z różnych Kościołów z Ukrainy. Lekarze stwierdzili, że przyczyną śmierci był wylew krwi, który uraził 95% powierzchni głównego mózgu. Od razu o tym powiadomiono żonę Borysa, która w modlitwie walczyła o jego życie. Jeszcze dwie godziny trzymali Borysa w oddziale szpitala, badając jego zgon.

Dalej zaczęły się nadzwyczajne wydarzenia, o czym opowiada sam Borys. „Po wewnętrznym szturchnięciu w ciele, przebywałem w pełnej świadomości. Zacząłem widzieć wszystko niby z góry. Do ciała była podłączona różna aparatura. Lekarze starali się przywrócić mnie do życia, ale na próżno. Nagle zacząłem oddalać się od ziemi. Podczas mego przemieszczenia w górę słyszałem gwizd w moich uszach.

Znalazłem się w bardzo oświetlonym miejscu. Zobaczyłem szerokie, złote schody, które lśniły się od promieni chwały. Wzdłuż złotych poręczy stali aniołowie ze skrzydłami w białych, lnianych szatach, opasanych złotymi pasami. Zewnętrznie byli podobni do ludzi. Włosy mieli białe, oblicza ludzkie, oświecone niby błyskawkami. Oczy jak dwa świeczniki. Nogi i ręce koloru błyszczącej miedzi. Naokoło schodów i pod nimi stała niezliczona ilość Aniołów bez skrzydeł. Wszyscy aniołowie śpiewali Psalm. Nie wiem w jakim języku śpiewali, ale rozumiałem znaczenie każdego słowa: “O Godzien Tyś Panie wszelkiej chwały i sławy. Ty Panie stworzyłeś Niebo i Ziemię. Tyś Godzien jest Uwielbienia”.

Przy końcu schodów zobaczyłem światło, ale nie takie jak od słońca, czy od aparatu spawalniczego co oślepia oczy. Ono promieniowało ciepło, pokój i radość. To światło napełniało mnie takim podziwem, czego nie można wyrazić słowami. Z miejsca, skąd lało się to przepiękne światło usłyszałem głos: „Synu mój, zbliż się do mnie a pokażę ci coś. Ja dam ci pomoc”.

Z tej wielkiej liczby aniołów oddzieliło się dwóch i stanęli z tyłu za mną. Jeden stanął po prawej stronie a drugi po lewej. Nie oglądałem się, ale miałem takie odczucie, że widziałem wszystko naokoło mnie. Zaczęliśmy zbliżać do wielkiej polany. W środku której stało potężne miasto. Gdy zbliżaliśmy się do miasta moje zachwycenie ciągle wzrastało.

Wielkie mury składały się z różnokolorowych tworzyw, które błyszczały i promieniowały światłem. Miasto było zbudowane za fundamencie z 12-tu drogocennych kamieni. Widziałem bramy z pereł po 3 na każdym murze. Perły były bardzo wielkie. Każda z nich ponad 2 metry.

Wchodząc przez bramę do miasta zobaczyłem dwa napisy. Jeden napis nad bramą a drugi pod bramą. Powyżej nad bramą było napisane imię z pokoleń Izraelskich a pod bramą (na kamieniach) imię Apostoła. Gdy wszedłem do miasta to zamarłem z podziwu, bo całe miasto było ze złota. Ulice, budynki, drzwi, wszystko z czystego jak szkło złota. Było ono bardzo czyste. Nigdy nie widziałem takiego blasku. Tego złota nie można porównać do wyrobów ze złota sprzedawanych w sklepach jubilerskich. Nie mogłem sobie wyobrazić, że twardy metal może być tak przejrzysty i czysty.

Nie pytałem Aniołów dokąd iść. Zdawało mi się, że sam dobrze to wiem. Tak ogólnie miałem pewne odczucie, że jestem u siebie w domu. Bliżej centrum miasta rosło wielkie drzewo. Owoc jego był podobny do gruszek z wielkością do litrowego słoika. Liście wyglądały jak lipowe, ale były znacznie większe niż liście łopucha. Chciałem zerwać jeden owoc, ale Anioł mi nie zezwolił.        

W samym centrum miasta lał się nadzwyczajny, jasny strumień światła – na tyle przyjemny, że słowami trudno przekazać.

Nagle odczułem wielkie pragnienie uklęknąć na kolana, ale Aniołowie podtrzymali mnie i wtedy usłyszałem głos: „Synu mój, to co ja pokazałem tobie, to na razie jest dosyć. Wróć z powrotem i głoś moją chwałę, moją moc i potęgę. Opowiedz ludziom co widziałeś i słyszałeś”. Zacząłem prosić: „Panie, nie chcę wracać”. Ale Pan mi odpowiedział: „Ty masz żonę i troje dzieci. Musisz wrócić do nich, bo jeszcze nie przyszedł czas na ciebie, abyś tu pozostał. Ty musisz opowiedzieć ludziom o mojej chwale”. W jednej chwili przeniosłem się w przestrzeń i zobaczyłem ziemię.

Przeszła chwila i następuje inny widok. Pracownicy szpitala wiozą na wózku jakieś ciało. Obok nich szła zapłakana moja żona. Zrozumiałem, że oni mnie wiozą. Ktoś pocieszał ją mówiąc, żeby tak mocno nie rozpaczała. Wózek z ciałem zaprowadzili do kostnicy. Żony tam nie wpuścili. W tym pomieszczeniu na stołach leżały ciała ludzkie, niektóre porozcinane.

Nagle odczułem jakieś szturchnięcie w bok i szybko wszedłem w swoje ciało.
W tej chwili odczułem potężną siłę, która szeroko otworzyła drzwi kostnicy. Wózek z ciałem wytoczył się na korytarz. Podniosłem się i usiadłem a prześcieradło spadło. Sanitariusz i pielęgniarka widząc to pomdleli. Ta nadprzyrodzona siła postawiła wózek w pochyłym położeniu i stanąłem na nogi. Wózek zatoczył się z powrotem do kostnicy. Chciałem iść, ale nie mogłem. Moje ciało nie chciało mnie słuchać. Wtedy zacząłem się modlić, prosząc, aby Pan dał mi siły. Od razu zacząłem odczuwać potężny przypływ energii. Zdawało mi się, że tysiące igieł dotknęło się mego czoła. Jakieś ciepło przenikało przeze mnie od głowy do nóg i wiedziony Duchem Świętym poszedłem do pokoju ordynatora, w którym zbierali się lekarze.

Żona upadła na kolana, dziękując Bogu za moc mego zmartwychwstania. Przyszedłszy trochę do siebie ona chwyciła prześcieradło i pobiegła za mną, żeby przykryć moją nagość. Na mój widok pracownicy szpitala z krzykami rozbiegali się. Niektórzy padali, inni się skrywali w pomieszczeniach.

Żona dopędziła mnie przy pokoju ordynatora, narzucając na mnie prześcieradło. Otworzyłem drzwi. Później dowiedziałem się, że lekarze zamknęli ten pokój na klucz, podsunęli szafę i zabarykadowali się. Ale Moc Boża lekko pokonała te przeszkody. Gdy tam wszedłem niektórzy zemdleli. Kilka osób w strachu wcisnęło się w kąty i krzyczeli: „Kto ty jesteś? Co chcesz od nas. Wypuść nas!” Widząc na ich obliczach niewymowny lęk zrozumiałem, że nie warto im wyjaśniać o swoim zmartwychwstaniu tym biednym, przestraszonym lekarzom. Powiedziałem: „Oddajcie mi moją odzież i pójdę do domu”. Długo na to nie trzeba było czekać. Potem żona wezwała taksówkę i pojechaliśmy do domu.

Tym, którzy wiedzieli, co się ze mną stało trudno było uwierzyć, że jestem żywy i zdrowy. Gdy następnego dnia poszedłem do pracy mój naczel­nik powiedział: „Nie mogę ciebie dopuścić do służby dlatego, że po konsultacji tobie dali co najmniej pierwszą grupę inwalidztwa. Do tego także twoja śmierć i zagadkowe zmartwychwstanie. Odpowiedziałem, że jestem zdrowym tak, jak on. Na to naczelnik powiedział: „Tak, widzę i słyszę ciebie, ale tego praktycznie być nie może”.

Podjęcie decyzji odnośnie mego powrotu do pracy było badane przez 15 komisji i to trwało przez dwa i pół miesiąca. Lekarze szukali następstw tego, co się ze mną stało. Ale wszystkie rezultaty świadczyły, że jestem całkiem zdrowy i dopuścili mnie do służby w Milicji.

Lekarze prosili mnie, abym nikomu nie mówił o swoim zmartwychwstaniu, ale Pan powrócił mnie na ziemię, abym opowiadał o tym ludziom. Stwierdzam, że Bóg to Osoba realna i Niebo naprawdę istnieje

W związku z moim przeżyciem niektórzy z lekarzy, będąc świadkami mojego zmartwychwstania pokutowali i nawrócili się.

Wielu ludzi zadaje dręczące pytania, co trzeba zrobić, ażeby po śmierci być z Bogiem. Odpowiadam: Ta droga otwarta jest dla każdego. Pokutowałem i nawróciłem się do Boga. Wyznałem Jezusa swoim Panem i Zbawicielem i w pełni postanowiłem żyć według Słowa Bożego. To jest jedyna droga dla wszystkich – kto chce mieć błogosławione życie tutaj na ziemi i życie wieczne z Nim po fizycznej śmierci.

Bóg wrócił mnie na ziemię, abym potwierdził tę prawdę.

(Powyższe świadectwo przetłumaczono z języka ukraińskiego)